Etykiety

sobota, 5 sierpnia 2017

Maraton Opoczno



Stańcie sobie troszkę dalej od komputera i zróbcie jeden krok.

Wyobraźcie sobie że powtarzacie to sto tysięcy razy...

My podczas maratonu to właśnie zrobiliśmy....




XVII Maraton Pieszy na 50km po Ziemi Opoczyńskiej i okolicach to
impreza rekreacyjno-turystyczno-wtrzymałościowa, bez  charakteru sportowego.
I właśnie chyba brak rywalizacji pomiędzy uczestnikami jest największym plusem tego typu imprez. Na trasie panuje sympatyczna, towarzyska atmosfera a na mecie prawie nietaktem jest pytać o osiągnięty wynik czasowy. Nawet to czy ktoś przeszedł całą trasę nie jest najistotniejsze. Ważne jest uczestnictwo we wspólnym wyzwaniu...





 Nasza baza w Stanicy Harcerskiej w Miedznej Murowanej nie zaprezentowała się zbyt optymistycznie....



Ale po dokładniejszym poznaniu okazała się całkiem miłym miejscem...
Nasza kwatera...

 Zadbaliśmy o kalorie na następny dzień... Naprawdę przepyszna pizza w malutkiej miejscowości.


I w miarę szybko spać...

Start w miejscowości Jeleń.

Tu jeszcze pełne uśmiechy....
 Szkoda że nie było czasu na pozwiedzanie naprawdę wielkich bunkrów...


Fot. Wojtek


Wymarsz. Początkowo grupa trzymała się razem. Tym bardziej że trasę poznaliśmy dopiero z mapek otrzymanych na starcie.

Miłe i sympatyczne towarzystwo.

Jedna z nielicznych fotek przedstawiająca coś innego niż marsz... 



Fot Wojtek
Fot Wojtek


Przez łąki i asfalty.


Chyba najtrudniejszy odcinek.... Aż po horyzont ani jednego drzewka i ani jednej chmurki na niebie.

 Upał doskwiera. Stopy zaczynają boleć.

Każda chwila w cieniu to błogosławieństwo...

Ale udało się dotrzeć do mety. Mimo upału i bolesnych odcisków. Zajęło nam to trochę ponad 10 godzin. Z tego co obliczyłem na trasie wypiłem 8 litrów płynów... Woda, herbata, parzona mięta, cola....

Spotkanie z ciekawymi ludźmi. Tu akurat rozmowa o imprezach rowerowych...

I szok !! Panie wyczarowały sukienki na tańce... I sporej części maratończyków sił na tańce wystarczyło...

Zalew w Miedznej. Wcześniej nie było czasu go fotnąć... 

 Zakończenie z medalami, upominkami, podziękowaniami.




Już w domu. Misza cieszy się że pan wrócił... 





Łatwo nie było ale warto było. Jeśli ktoś się waha czy wybrać się na coś podobnego - zachęcam.
Tym bardziej że nie jest istotne w jakim czasie i czy w całości pokonasz trasę.
Czasami liczy się coś innego...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz