Etykiety

niedziela, 13 sierpnia 2017

Świtaź



Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa z roku na rok cieszą się coraz większym zainteresowaniem po obydwu stronach granicy. W ubiegłym roku most pontonowy przekroczyło blisko 75 tys. osób.  Granicę można przekroczyć pieszo lub na rowerze. My wybraliśmy się na przejażdżkę dookoła jeziora Świtaź.
Jest to jezioro krasowe na Ukrainie, położone na Polesiu Wołyńskim, w grupie Jezior Szackich. Jest drugim co do wielkości (26 - 27,5 km²) i najgłębszym jeziorem Ukrainy (głębokość maksymalna wynosi 58,4 m). Wchodzi w skład Szackiego Parku Narodowego . Widoczność sięga 8 metrów. Na środku jeziora znajduje się wyspa o powierzchni 7 ha. Woda w jeziorze jest cieplutka i niesamowicie czysta. Płycizna sięga bardzo daleko i dopiero około 200-300 metrów od brzegu sięga do pasa. Fale na jeziorze są dodatkową atrakcją w czasie pływania... Czułem się prawie jak na morzu...






 Wycieczkę zaczęliśmy od małej awarii....

I po chwili byliśmy już na przejściu granicznym...
Fajne uczucie...

Zaraz za Bugiem bunkier strzegący granicy...

I festyn po stronie Ukraińskiej.
Kamienistą drogą pojechaliśmy... Jeszcze nie wiedzieliśmy jak bardzo dosyć będziemy mieli kamyków.

Włóczykije są rozpoznawalni nawet za granicą !! Koleżanki kibicują naszym wyjazdom... :-)


Piękna cerkiew, Ale dzwony jakie usłyszeliśmy przebijają wszystko... Piękne, subtelne, melodyjne...



Punkt p. poż. jeszcze z dzieciństwa takie pamiętam. 


Super kolorystyka. Mnie po prostu ujęła trawka namalowana na szybach... 

Kamyki....
Kamyki....
I jeszcze więcej kamyków....



Jeśli dobrze czytam cyrilicę to to miejsce nazywa się "Czariwne"


I faktycznie w środku jak u Alicji w krainie czarów...(Powyżej biuro szefa lokalu... :-D  )
Można by tu przesiedzieć i z tydzień...




Tutaj to muszą mieć tv w super jakości...12 anten...


Tylko tu...


Monastyr. Kolejne piękne miejsce. Wydaje mi się że komentarz jest zbędny...





Taki drobiazg a jaki piękny nastrój robi...


Spotkanie z cyklistami.


I cel wyprawy. Świtaź. Wielkie. Piękne. Czyste. Ciepłe...






Zjedz batonika bo nie jesteś sobą ?? ??

Wiejski sklep z kwasem z dystrybutora....


Podrywają nam dziewczyny !!


Na Ukrainę przeszliśmy szybciutko... Powrót troszkę potrwał...

Jeszcze kolacja na trawie i kończy się nasza przygoda ze Świtaźiem..



sobota, 5 sierpnia 2017

Maraton Opoczno



Stańcie sobie troszkę dalej od komputera i zróbcie jeden krok.

Wyobraźcie sobie że powtarzacie to sto tysięcy razy...

My podczas maratonu to właśnie zrobiliśmy....




XVII Maraton Pieszy na 50km po Ziemi Opoczyńskiej i okolicach to
impreza rekreacyjno-turystyczno-wtrzymałościowa, bez  charakteru sportowego.
I właśnie chyba brak rywalizacji pomiędzy uczestnikami jest największym plusem tego typu imprez. Na trasie panuje sympatyczna, towarzyska atmosfera a na mecie prawie nietaktem jest pytać o osiągnięty wynik czasowy. Nawet to czy ktoś przeszedł całą trasę nie jest najistotniejsze. Ważne jest uczestnictwo we wspólnym wyzwaniu...





 Nasza baza w Stanicy Harcerskiej w Miedznej Murowanej nie zaprezentowała się zbyt optymistycznie....



Ale po dokładniejszym poznaniu okazała się całkiem miłym miejscem...
Nasza kwatera...

 Zadbaliśmy o kalorie na następny dzień... Naprawdę przepyszna pizza w malutkiej miejscowości.


I w miarę szybko spać...

Start w miejscowości Jeleń.

Tu jeszcze pełne uśmiechy....
 Szkoda że nie było czasu na pozwiedzanie naprawdę wielkich bunkrów...


Fot. Wojtek


Wymarsz. Początkowo grupa trzymała się razem. Tym bardziej że trasę poznaliśmy dopiero z mapek otrzymanych na starcie.

Miłe i sympatyczne towarzystwo.

Jedna z nielicznych fotek przedstawiająca coś innego niż marsz... 



Fot Wojtek
Fot Wojtek


Przez łąki i asfalty.


Chyba najtrudniejszy odcinek.... Aż po horyzont ani jednego drzewka i ani jednej chmurki na niebie.

 Upał doskwiera. Stopy zaczynają boleć.

Każda chwila w cieniu to błogosławieństwo...

Ale udało się dotrzeć do mety. Mimo upału i bolesnych odcisków. Zajęło nam to trochę ponad 10 godzin. Z tego co obliczyłem na trasie wypiłem 8 litrów płynów... Woda, herbata, parzona mięta, cola....

Spotkanie z ciekawymi ludźmi. Tu akurat rozmowa o imprezach rowerowych...

I szok !! Panie wyczarowały sukienki na tańce... I sporej części maratończyków sił na tańce wystarczyło...

Zalew w Miedznej. Wcześniej nie było czasu go fotnąć... 

 Zakończenie z medalami, upominkami, podziękowaniami.




Już w domu. Misza cieszy się że pan wrócił... 





Łatwo nie było ale warto było. Jeśli ktoś się waha czy wybrać się na coś podobnego - zachęcam.
Tym bardziej że nie jest istotne w jakim czasie i czy w całości pokonasz trasę.
Czasami liczy się coś innego...