Etykiety

niedziela, 26 listopada 2017

Szlak Św. Jakuba - Droga Lubelska


     Szczęśliwie dałem sie namówić na przewedrowanie szlakiem Św. Jakuba od Annopola do Sandomierza.Szczęśliwie bo przygoda to była niesamowita. Wszystko, wszystko dopisało idealnie. Od samego początku szczęście się do nas przykleiło jak glonojad do szyby akwarium i przez dwa dni ani na chwilę nas nie opuściło. Dziękuję wszystkim za wspólne kilometry. Dziękuję za zaproszenie. I jak to się mówi, mam nadzieję że to be continued...  :-D


 Nie zaczynaliśmy nocą... Na zdjęciu tak tylko wygląda. Chociaż pobudka była o 4,30.... 

 Piękny kościół pw. Św. Joachima i Św. Anny w Annopolu.
Poniżej antyki spotkane na trasie...



Wałem wiślanym w pogonia za muszlami... I witrażowe ciasteczko... 

Pogoda piękna, widoki piękne, chce sie posiedzieć i popatrzeć... 



Zawichost. Nazwa od przeprawy na Wiśle gdzie trzeba było koniom zawiązać ogony. Pewnie mówiono: "zawij chwost".
 Ta dziurka od klucza od razu mnie zaintrygowała. 
I słusznie bo klucze do tego zamka były bardzo słusznych rozmiarów.


W Zawichoście właśnie kończyliśmy oglądać z zewnątrz dwa piękne kościoły gdy pojawiła się zakonnica i po oprowadzała nas po obu kościołach z podziemiami włącznie...





Musiałem te klucze potrzymać choć chwilę...

Pięknie prawda??



Chwila odpoczynku i szybko już ruszamy dalej na nocleg...




Przywitał nas Pyszczak i luksusy... Co prawda na początku był siwy dym... 


Fot. Magda GT














Niedziela przywitała lekkim deszczem.
Pałac w Czyżowie Szlacheckim, mimo innej informacji był zamknięty... Nie polecam...

Na azymut ruszamy przez rezerwat "Zielonka" lasy, wąwozy i pola do szlaku jakubowego.

Już przed zrobieniem tej fotki przepraszałem za jedyny możliwy tytuł zdjęcia: "Buraki" 

Fot. Ewa F.

Może nie wygląda ale było pięknie...








Uwaga!
Pierwsza napotkana strzałka szlaku...
Poniżej zaznaczona kółkiem.
Powiększenie po prawej...

Najlepsze jabłko jakie jadłem...




Fot. Magda GT
Fot. Magda GT
















I Zawisza...







Tajemnicze obiekty które Magdzie udało się zidentyfikować. Powyżej po prawej: Latarnia ufundowana przez rycerzy sandomierskich wracających z bitwy pod Chocimiem. Źródło - KLIK  Ta w latach 30tych uszkodzona przez piorun.
Fot. Ewa F.

A to my w kapuście. na przekór wszystkiemu śpiewaliśmy "Marchewkowe pole".



Sandomierz. prawie 50 km w dwa dni.


zabawki takie pamiętam... Ale tej w środku to nie... :-)


Kończymy marszrutę w Kościele rektoralnym pod wezwaniem Świętego Jakuba.




Posililiśmy się w bardzo klimatycznym miejscu.


I wróciliśmy do domu... Weekend zapełniony atrakcjami od 4,30 w sobotę do 21 w niedzielę.
Ruszcie na szlak. Taki lub inny.... Warto...

niedziela, 12 listopada 2017

Gród Słowiański w Wólce Bieleckiej.




Podobnie jak w poprzednich latach, tak i teraz, wybraliśmy się na wędrówkę niepodległościową. Połączyliśmy przyjemne z patriotycznym, zdrowym, ciekawym i edukacyjnym... Uff... Sporo tego. Więc do szczegółów: Połączone siły Rowerowych Włóczykijów i Klubu Turystyki Pieszej "Niezależni" w dwóch formacjach zgrupowały się w Jaszczowie, aby pieszo przejść do Grodu Słowiańskiego w Wólce Bieleckiej. KLIK do strony Grodu . Miejsce to niezwykłe. Piękne i tajemnicze a dzięki opowieściom Gospodarza, pozwala poznać życie naszych słowiańskich przodków. Dalej niechże opowiadają zdjęcia....




Całkiem spora grupa. Prawie 30 osób. 


Drogami i ścieżkami, zatrzymując się na małe co nieco, czasami zatrzymując się nad ładną roślinką 

maszerujemy.

Ochrona czuwa... :-D
Fot. Magda GT




Pogoda udała nam się przepiękna. Super było usiąść i posiedzieć.



Porozmawiać, pozować do fotek, głasnąć psa...








Czasami małe ładne drobiazgi można było wypatrzeć...


A czasami coś całkiem kosmicznego !!



Kadr jak z mission impossible, a to tylko przygotowania do fotki grupowej...

Uśmiechy to sprawa naszego tajnego zakrzyku fotkowego... (Kto był ten wie... :-D )


  
  Dwie i pół godzinki później, lub 10 kilometrów dalej, dotarliśmy do Grodu, gdzie ku przestrodze przywitał nas posępny koński czerep...



A oprócz czerepu, mili Gospodarze: GrodoDziad i GrodoBaba.

Fot. Magda GT



Poczęstowani zostaliśmy zupą z pokrzyw i okraszoną skwarkami kaszą. Wszystko super pyszne.



Po posiłku posłuchaliśmy i oglądaliśmy ja żyło się Słowianom dawno dawno temu...





















Wyprodukowaliśmy papier czerpany. Wśród wielu ciekawostek
zobaczyliśmy także... Nie nie to nie maszt radiowy ani kosmodrom... Kto wie co to jest??




Pokaz dawnej broni.





Niepostrzeżenie zrobiło się ciemno.... Nastał czas powrotu.
Ra rok będziemy znów. Może nie tu ale gdzieś indziej.